W tej rozmowie Damian Stępień, psycholog i psychoterapeuta z Centrum eMOCja, specjalizujący się w towarzyszeniu osobom w żałobie, opowiada o tym, jak mężczyźni przeżywają stratę, „o czym” milczą i jak wygląda ich droga przez ból, samotność i próbę ułożenia świata na nowo. Rozmawiamy również o tym, jak kobiety – żony, córki, siostry mogą mądrze wspierać mężczyzn w ich podróży przez żałobę.
To tekst dla tych, którzy cierpią po stracie i dla tych, którzy chcą zrozumieć, co dzieje się za pozornym spokojem ich bliskich.
O doświadczeniu
Jakie różnice zauważa Pan w przeżywaniu żałoby przez mężczyzn i kobiety?
Na samym początku chciałbym opowiedzieć o tym, co często pojawia się podczas rozmów w naszym Centrum, a mianowicie, że każdy przeżywa swoją żałobę na swój osobisty i wyjątkowy sposób. Oczywiście można pokusić się o rozmowę o tym, jak to częściej bywa u mężczyzn, a jak u kobiet, ale pamiętajmy, że to jest sprawa niezwykle indywidualna.
Bywa, że mężczyźni mogą mieć większy problem z dotarciem do gabinetu psychologa lub psychoterapeuty. Wciąż niestety pokutuje w naszym społeczeństwie wiele stereotypów o tym, że rozmowa z psychologiem to nie do końca „męska” rzecz. To się na szczęście zmienia, ale wciąż dominuje przekonanie, że mężczyzna powinien być wsparciem dla rodziny, więc nie ma miejsca na męskie łzy.
Mężczyźni chyba częściej tłumią emocje w sobie. Starają się odwrócić myśli i uwagę od tego, co tak silnie wybija się na pierwszy plan, czyli od straty, którą przeżywają.
Częściej niż kobiety sięgają po nadgodziny lub inne formy aktywności, które „chronią” przed odczuwaniem emocji.
Kobiety chyba częściej niż mężczyźni pozwalają sobie na wyrażanie emocji, mówienie o nich, przeżywanie ich wspólnie. Widzimy to w naszych grupach wsparcia, w których zdecydowanie częściej uczestniczą kobiety. Chociaż panowie oczywiście również się na nich pojawiają, to stanowią z reguły mniejszość. Mężczyźni częściej wycofują się i płaczą w samotności, kiedy nikt nie widzi.
Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się mężczyźni w żałobie?
Trudno wskazać jeden główny problem.
Często słyszę w gabinecie, że emocje pojawiające się u mężczyzn stają się tak silne, że dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają wystarczać. Pojawia się wtedy pytanie, co właściwie można z nimi zrobić: czy pozwolić sobie na płacz, czy skorzystać z innych sposobów, które pomagają przejść przez ten czas.
W takiej sytuacji praca terapeutyczna często polega na stopniowym oswajaniu tego, co się w nas dzieje. Żeby móc poradzić sobie z emocjami, trzeba je najpierw zauważyć i choć na chwilę się przy nich zatrzymać.
Zdarza się też, że mężczyźni obawiają się, że to, czego doświadczają, może być początkiem zaburzeń psychicznych. Emocje bywają najsilniejsze w ich dotychczasowym życiu, a to budzi lęk: że nie potrafią „trzymać się twardo”, że nie są takim oparciem dla bliskich, jakiego oczekują, że pojawiają się łzy, które trudno powstrzymać.
Co dla mężczyzny jest najtrudniejsze w konfrontacji ze stratą?
Dla każdego z nas najtrudniejszy obszar może być w trochę innym miejscu. Często w gabinecie słyszymy o dramatycznej pustce, której towarzyszy bezradność, poczuciu samotności, utracie sensu życia.
Śmierć bliskiej osoby wpływa na niemal każdy obszar naszego życia. Zmian jest często tak wiele, że trudno się w nich odnaleźć. Żałoba porusza emocje, obciąża ciało, które może być zmęczone i napięte. Może wpływać na pamięć i koncentrację. Wprowadza zmiany w relacjach i w rolach, które pełnimy. Bywa też źródłem pytań o sens i kierunek naszego życia.
Każdy może przeżywać żałobę inaczej i dla każdego coś innego może okazać się najbardziej wymagające. Wiele zależy od wcześniejszych doświadczeń, historii życia, dostępnego wsparcia i aktualnej sytuacji. Spotkania z psychologiem lub psychoterapeutą mogą pomóc nazwać te najtrudniejsze miejsca, zatrzymać się przy nich i sprawdzić, czego w tym czasie najbardziej potrzebujemy.
O męskim świecie emocji
Jakie mechanizmy obronne najczęściej pojawiają się u mężczyzn w żałobie?
To bardzo indywidualna sprawa. Każdy z nas ma swoje własne sposoby radzenia sobie w trudnych momentach. Wynikają one z naszej historii, doświadczeń z dzieciństwa, temperamentu, przekonań, dostępnych zasobów i wielu innych czynników.
Jeśli jednak miałbym wskazać coś, co częściej pojawia się u mężczyzn, byłoby to tak zwane racjonalizowanie. To sposób radzenia sobie oparty na wzmożonym myśleniu i analizowaniu. Pozwala na chwilę odsunąć emocje, które bywają tak silne, że trudno się w nich odnaleźć. Pojawia się wtedy obawa, że jeśli dopuścimy je do głosu, na przykład pozwolimy sobie na płacz, mogą nas przytłoczyć i trudno będzie je opanować. Racjonalizowanie daje dystans, ale trzeba pamiętać, że emocje, których nie zauważamy, nie znikają. Odkładają się na później.
Często słyszę też, że mężczyźni sięgają po intensywną pracę. Traktują ją jako sposób na to, by choć na chwilę przestać myśleć o tym, co się wydarzyło. Żałoba wiąże się z poczuciem bezradności, a praca daje wrażenie, że można coś zrobić, mieć na coś wpływ. Dla wielu osób jest to chwilowe poczucie oparcia w sytuacji, która jest bardzo przytłaczająca i trudna do udźwignięcia.
Czy mężczyźni tłumią żałobę bardziej niż kobiety i z czego to wynika?
Rzeczywiście, często tak bywa. Niektórzy mężczyźni obawiają się, że ich emocje mogą obciążyć bliskich albo że są z jakiegoś powodu „niebezpieczne” dla nich samych lub dla otoczenia. Wtedy pojawia się przekonanie, że trzeba je jak najsilniej tłumić. W gabinecie często słyszę: „nie będę im dokładał”, „u nas to ja muszę być tym silnym”. To poczucie odpowiedzialności sprawia, że nie dopuszczają do siebie własnej rozpaczy. Zdarza się też, że mężczyźni wychowali się w przekonaniu, iż na ich emocje nie ma miejsca. Wtedy pojawia się lęk, że jeśli opowiedzą o tym, co przeżywają, nie zostaną zrozumiani, że wywołają skrępowanie albo zostaną ocenieni. Gdy brakuje poczucia bezpieczeństwa, emocje są ukrywane: zamykane w sobie lub przeżywane w samotności: w samochodzie, w piwnicy, pod prysznicem. W miejscach, gdzie nikt nie patrzy.
Jakie są sygnały ostrzegawcze, które mogą świadczyć, że mężczyzna nie radzi sobie ze stratą?
Najpierw warto doprecyzować, co rozumiemy przez „radzenie sobie ze stratą”, bo dla każdej osoby będzie to oznaczało coś innego. W pierwszych tygodniach czy miesiącach żałoby naszym głównym zadaniem jest po prostu przetrwać ten czas. To naturalne, że dotychczasowy rytm dnia czy nawyki mogą wtedy całkowicie się zmienić. Sięgamy po zachowania czy środki, które wcześniej były nam obce i to może niepokoić bliskich, którzy te zmiany widzą. Zdarza się, że chwytamy się różnych sposobów tylko po to, by jakoś wytrzymać. W gabinecie przyglądamy się temu razem: sprawdzamy, czy te sposoby rzeczywiście pomagają, czy są bezpieczne i czego tak naprawdę w danym momencie potrzebujemy. Czasem okazuje się, że te potrzeby da się zaspokoić w inny, mniej obciążający sposób. Sygnałem ostrzegawczym staje się moment, w którym dany sposób radzenia sobie zaczyna nam wyraźnie szkodzić, na przykład, gdy alkohol staje się główną, a czasem jedyną strategią regulowania emocji. To sytuacja, która wymaga uważności i rozmowy. Niepokojącym sygnałem są także myśli i zamiary samobójcze. W żałobie mogą pojawiać się w różnym momencie i nasileniu, Myślę, że warto potraktować je poważnie. To nie jest coś, z czym musimy zostawać samemu.
O wizerunku i presji
Jak stereotypy dotyczące „męskości” wpływają na przeżywanie żałoby?
Te stereotypy często widać w gabinecie. Wciąż silne jest przekonanie, że „chłopaki nie płaczą” i że mężczyzna powinien być przede wszystkim twardy, silny i opiekuńczy. W takiej wizji nie ma miejsca na słabość czy bezradność. Problem polega na tym, że zapomina się wtedy, że mężczyzna również doświadcza lęku, smutku i potrzebuje wsparcia. Bywa też obecna obawa, że okazywanie trudnych uczuć, takich jak rozpacz czy bezsilność, może „doprowadzić do depresji” albo świadczyć o braku kontroli. Tymczasem jest odwrotnie: zauważanie i wyrażanie emocji pomaga dbać o zdrowie psychiczne. Stereotypy potrafią skutecznie zniechęcać do mówienia o tym, co boli. Na szczęście to powoli się zmienia, choć jako społeczeństwo wciąż potrzebujemy czasu, by te przekonania osłabły.
Czy spotkał Pan mężczyzn, których żałoba wewnętrznie przemieniła? Jak wyglądała ich droga?
Tak, spotkałem wielu mężczyzn, których żałoba głęboko zmieniła. Żałoba często ujawnia to, w jakiej kondycji są nasze relacje, na ile potrafimy prosić o wsparcie i jak radzimy sobie z własnymi emocjami. Bywa to bardzo wymagające, bo konfrontuje nas również z wcześniejszymi ranami i trudnymi doświadczeniami. W praktyce rozmowa o żałobie często staje się rozmową o całym życiu. Żałoba może skłaniać do pytań, które odkładaliśmy latami: o priorytety, sens, duchowość, sposób, w jaki chcemy dalej żyć. Taka przemiana nie pojawia się od razu, w pierwszych tygodniach najważniejsze jest samo przetrwanie najtrudniejszego czasu. Dopiero później, krok po kroku, zaczyna być możliwe spojrzenie na swoje życie z innej perspektywy.
Dla kobiet, jak towarzyszyć
Czego kobieta nie powinna mówić mężczyźnie w żałobie?
Byłbym ostrożny w rozdzielaniu żałoby na kobiety i mężczyzn. W czasie głębokiego smutku większość z nas nie ma siły ani przestrzeni na słuchanie rad, nawet jeśli płyną z dobrej woli. Najczęściej potrzebujemy wtedy po prostu czyjejś obecności: cichej, nienarzucającej się, nienachalnej, prostej. Warto unikać sformułowań, które wzmacniają stereotypy, takich jak: „musisz być silny”, „nie płacz”, „nie rozklejaj się”. Mogą one utrudniać przeżywanie żałoby i zamykać drogę do szczerej rozmowy.
Pomocne może być zapytanie, czego dana osoba potrzebuje, a co ją obciąża. Gdy jesteśmy gotowi usłyszeć drugiego człowieka, łatwiej nam zrozumieć, jak możemy mu towarzyszyć w tym czasie.
Jak wspierać, nie wchodząc zbyt mocno w męski świat? Jak być obok, kiedy on milczy?
Warto pamiętać, że milczenie jest czymś, do czego osoba przeżywająca żałobę ma pełne prawo. Jeśli ktoś przez lata nie mówił o swoich przeżyciach, nie zacznie robić tego nagle tylko dlatego, że pojawiła się żałoba. W tak trudnym czasie każdy korzysta z takich sposobów radzenia sobie, które są mu najbliższe i dają poczucie bezpieczeństwa. Milczenie nie jest działaniem „na złość”. Często, stoi za nim bezradność i natłok emocji, których nie sposób od razu nazwać. Pomocne może być spotkanie z psychologiem, ale warto zachować ostrożność: im bardziej kogoś do tego „popychamy”, tym częściej pojawia się opór. Lepiej delikatnie sygnalizować możliwość skorzystania z pomocy niż naciskać.
O pomocy i drodze do zmiany
Co powiedziałby Pan mężczyźnie, który czyta ten wywiad i zastanawia się czy pójść na terapię, czy poprosić o wsparcie w podróży przez żałobę?
Mogę jedynie zachęcić, by dać sobie szansę na taką rozmowę. Rozumiem, że to, co nowe i nieznane, potrafi budzić lęk, zwłaszcza kiedy jesteśmy wyczerpani żałobą i brakuje nam sił na podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Często jednak pierwsze spotkania okazują się mniej obciążające niż się spodziewamy, a bywa, że przynoszą realną ulgę. Może się też zdarzyć, że już na początku wspólnie uznamy, że to nie jest właściwy moment na spotkania psychologiczne i to również jest w porządku. W każdej chwili można się zatrzymać i wrócić do tego wtedy, gdy będzie na to więcej przestrzeni. Ważne jest to, że spróbowaliśmy i wiemy o sobie trochę więcej.
Jak wygląda wsparcie psychologiczne w praktyce – szczególnie dla mężczyzn? O czym rozmawiacie za zamkniętymi drzwiami gabinetu w Centrum eMOCja?
Najlepiej przekonać się o tym samemu. 🙂 Każda żałoba potrzebuje czegoś innego. Dla jednych najważniejsze jest wspominanie i opowiadanie o bliskiej osobie, dla innych rozmowa o tym, jak odnaleźć się w nowej codzienności. Czasem potrzebne jest usłyszenie, że to, co teraz się czuje, mieści się w naturalnym przebiegu żałoby i nie świadczy o chorobie czy „utracie kontroli”. Zdarza się też, że najważniejsze bywa po prostu wspólne milczenie.
W Centrum eMOCja staramy się podążać za tym, czego dana osoba naprawdę potrzebuje. W mojej pracy kieruję się tym, co pojawia się „tu i teraz”, w danym dniu i w danym momencie rozmowy. Tematy często wypływają same. Wiem, że niektórzy obawiają się, że nie będą wiedzieli, co powiedzieć na takim spotkaniu albo że zabraknie im słów. Chciałbym uspokoić: nie trzeba mieć gotowej opowieści ani przygotowanego planu. Spotkania, które zaczynają się od prostego „nie wiem od czego zacząć”, bywają niezwykle wartościowe.
Co może pomóc mężczyźnie zrobić pierwszy krok ku przeżyciu żałoby?
Żałoba jest naturalnym procesem i wiele pierwszych kroków dzieje się samoistnie. Zmienia się nasze ciało, emocje, sposób patrzenia na świat, czasem pojawia się wycofanie. To wszystko elementy, które często pojawiają się bez naszego świadomego udziału. W gabinecie próbujemy przede wszystkim zrozumieć to, co się wydarza.
Niezależnie od etapu żałoby bardzo pomocne może być wsparcie drugiej osoby: możliwość rozmowy, oparcia się na kimś, usłyszenia kogoś obok.
Warto też pamiętać o podstawowych potrzebach. Żałoba jest ogromnym obciążeniem, więc jeśli tylko to możliwe, dobrze zadbać o sen, jedzenie i codzienną rutynę. Nawet niewielka uważność na własne sygnały i potrzeby może być w tym czasie ważnym elementem troski o siebie.
W swojej pracy spotyka Pan mężczyzn, którzy – zanim przyszli po pomoc – nie byli świadomi, że ich aktualne trudności życiowe, emocjonalne mogą mieć źródło w dawnych stratach.
Jak rozmawiać z mężczyzną, by pomóc mu zauważyć, że np. śmierć ojca w dzieciństwie, rozwód rodziców czy porzucenie przez ważną osobę – to nie tylko historia z przeszłości, ale coś, co realnie wpływa na jego teraźniejsze decyzje, relacje, emocje, poczucie spełnienia, pewność siebie?
Rzeczywiście, w gabinecie często szukamy powiązań między dawnymi stratami a tym, co dzieje się w życiu teraz. Zdarza się, że dopiero podczas takiej rozmowy te historie zostają po raz pierwszy opowiedziane w pełni i usłyszane. To pozwala lepiej zrozumieć ich znaczenie i zauważyć, że mimo upływu lat nadal wywołują emocje i mogą wpływać na sposób, w jaki funkcjonujemy. Czasem są to doświadczenia, które od dawna domagają się uwagi.
Jeśli chodzi o rozmowy rodzinne czy przyjacielskie, ogromne znaczenie ma atmosfera spotkania. Zupełnie inaczej rozmawia się, kiedy naprawdę jesteśmy uważni na drugą osobę, ciekawi jej historii, ale jednocześnie szanujący jej tempo i sposób przeżywania. Kluczowe jest sprawdzanie, czy on w ogóle chce do tych wspomnień wracać. Im bardziej kogoś przekonujemy i namawiamy, tym częściej pojawia się wycofanie. Możemy więc towarzyszyć, słuchać, być blisko i gotowi do rozmowy, ale z poszanowaniem prawa tej osoby do własnych decyzji i momentu, w którym jest gotowa mówić o tym, co trudne.
Żałoba u mężczyzn często przybiera formę wycofania, racjonalizowania czy samotnego zmagania się z emocjami, ale wszystkie te reakcje są naturalnymi sposobami adaptacji do doświadczenia straty. Kluczowe jest stworzenie przestrzeni, w której człowiek cierpiący po stracie może bezpiecznie zauważyć to, co w nim żywe – smutek, lęk, bezradność, złość, tęsknota… i stopniowo uczyć się je regulować oraz nazywać.
Centrum wsparcia po stracie eMOCja powstało właśnie po to, by nikt nie musiał przechodzić przez żałobę i jej wyzwania w pojedynkę.
z Damianem Stępniem rozmawiała Elwira Liegman
Kompendium wiedzy o żałobie, nasz DROGOWSKAŹNIK: https://centrumemocja.pl/wp-content/uploads/2024/08/drogowskaznik-przez-zalobe.pdf
Tu możesz zgłosić się po wsparcie: https://centrumemocja.pl/zgloszenia/
Tu możesz wspomóc nasze działania: https://pomagam.pomorzedzieciom.pl/