Praktykowanie WDZIĘCZNOŚCI może przynosić wiele pięknych owoców, pomagać w walce ze stresem i podnosić psychiczny komfort życia. Umożliwia dostrzeganie dobra i jednocześnie pozwala nasycać się nim. WDZIĘCZNOŚĆ kojarzy się z pozytywnymi doznaniami i życzliwymi reakcjami osób, które jej doświadczają. Jednak, czym ona właściwie jest? Co oznacza „świadome praktykowanie wdzięczności”? Czy zawsze miewa pogodną twarz? Co więcej, jak mówić o tej emocji w kontekście przeżywanej żałoby i związanego z nią smutku?
WDZIĘCZNOŚĆ to kolejna po SPOKOJU i BLISKOŚCI emocja, o której chciałbym porozmawiać, także w kontekście przeżywania żałoby. Jednak zanim przejdźmy do tego aspektu proszę powiedz jak Ty postrzegasz wdzięczność? Czym ona jest dla psychologa?
W psychologii wdzięczność może być rozumiana nie tylko jako emocja czy nastrój, ale również pewnego rodzaju postawa i filozofia życiowa polegająca na dostrzeganiu, docenianiu i celowym osadzaniu uwagi na tym co dobre w naszym życiu. I nie dotyczy to tylko rzeczy wielkich, ale także tych małych, codziennych, które mogą się wydawać oczywiste, a wcale takimi nie są. Dla mnie wdzięczność jest bardzo ważnym elementem życia, choć nie zawsze łatwym w praktykowaniu.
Po co człowiekowi wdzięczność, pragnienie jej wyrażenia i doświadczania?
Badania naukowe pokazują, że praktykowanie wdzięczności ma realny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne na wielu płaszczyznach: poprawia jakość relacji i budowanie więzi z innymi ludźmi, zwiększa poziom zadowolenia z życia, pomaga w walce z depresją i radzeniu sobie ze stresem. Każda myśl, przeżyta emocja są procesem chemicznym, który ma wpływ na nasz układ immunologiczny, np. długotrwałe doświadczanie wrogości powoduje stan zapalny w organizmie i spadek sił witalnych, natomiast odczuwanie wdzięczności przynosi dokładnie odwrotny skutek i wzmacnia nasz układ immunologiczny. To pokazuje, że największe korzyści z praktykowania wdzięczności odnosimy my sami.
Czy praktykowania wdzięczności można się nauczyć? Jeśli tak, to jak można zacząć?
Jak najbardziej. Jest to kwestia świadomej i uważnej pracy nad sobą. Narzekanie, które jest przeciwieństwem wdzięczności, jest łatwiejsze i bardziej powszechne. Wynika to z naszej ewolucji, gdyż dla naszych przodków skupianie się na poczuciu zagrożenia miało wartość informacyjną i pomagało uniknąć realnego zagrożenia. Praktykowanie wdzięczności jest więc większym wyzwaniem, jednak dobra wiadomość jest taka, że nasz mózg jest neuroplastyczny, co oznacza, że w wyniku świadomych zmian, które wprowadzimy mogą się wytworzyć nowe połączenia między komórkami nerwowymi i praktykowanie wdzięczności może stać się dla nas bardziej naturalne. Dlatego warto włożyć początkowy wysiłek w zmianę szkodliwego nawyku narzekania i zacząć dostrzegać dobro, które nas otacza. Pomocna może tu być uważność, czyli świadome koncentrowanie się na tym czego doświadczam czy prowadzenie dziennika wdzięczności, gdzie np. przed snem mogę zapisywać kilka rzeczy, za które jestem wdzięczny.
Chciałbym zapytać także o „zlokalizowanie” wdzięczności w procesie autorefleksji nad własną wartością, nad pozycjonowaniem siebie wobec otaczającej nas rzeczywistości społecznej i życia duchowego (religijnego). Czy ta emocja może nam w tym pomóc?
Oczywiście. Wiemy na pewno, że praktykowanie wdzięczności jest pozytywnie skorelowane z poczuciem własnej wartości i nie mam tu na myśli narcystycznego samouwielbienia, ale taką autentyczną życzliwość i serdeczność względem siebie. Brakuje nam umiejętności, aby się zatrzymać i zobaczyć jaką drogę już przeszliśmy. By nie skupiać się tylko na tym co jest do zrobienia, na kolejnych celach, ale by ucieszyć się tym kim dziś jesteśmy i docenić siebie za tę drogę. Myślę, że jako społeczeństwu brakuje nam umiejętności dostrzegania dobra w świecie. Niestety jesteśmy tak skonstruowani, że podążamy ze sensacyjnymi doniesieniami z mediów, które są zazwyczaj przepełnione negatywnymi wiadomościami oraz lękiem. W ten sposób zniekształcamy sobie obraz rzeczywistości i tracimy z oczu dobro, które również jest i dzieje się codziennie, ale jest nie jest tak głośne i chwytliwe jak negatywne newsy. Wdzięczność stanowi też kluczowy aspekt życia duchowego, pozwala na doświadczanie życia jako stanu łaski i przepływu, poczucia, że wszystko co otrzymuję jest darem od Boga.
Jakie psychologiczne sygnały mogą wskazywać, że mamy do czynienia z „nad wdzięcznością”? Innym słowy: czy wdzięczność (pozostawiamy na boku kwestie dotyczące niewdzięczności) może mieć złe oblicza? Czy nieograniczone niczym pragnienie wyrażania i doświadczania wdzięczności może okazać się destrukcyjne?
W moim odczuciu takie nieograniczone pragnienie wyrażanie i doświadczania wdzięczności może być pułapką, jeśli jest to sposób na ucieczkę od trudnych przeżyć czy emocji, czyli innymi słowy zaprzeczanie lub wypieranie tego co trudne i tworzenie iluzji, że wszystko jest dobrze, mimo, że w środku faktycznie cierpimy. Może to być takie oszukiwanie samego siebie poprzez dopuszczanie do siebie tylko tych przyjemnych przeżyć i unikanie tego co trudne i bolesne. W szerszej perspektywie nie prowadzi to jednak do poprawy naszego samopoczucia czy zdrowia psychicznego, a może przynieść jedynie chwilową i iluzoryczną ulgę. Prawdziwie uzdrawiające jest doświadczanie autentycznej wdzięczności przy jednoczesnej świadomości tego co w nas trudne, bolesne i wymaga uzdrowienia.
Jak wdzięczność może być pomocna w terapii psychologicznej?
Myślę, że samo świadome przekierowanie uwagi i dostrzeżenie tego za co możemy być wdzięczni ma już działanie terapeutyczne. Często w zabieganej codzienności nie zwracamy uwagi życzliwych i bliskich nam ludzi, na to, że mamy zdrowe ręce i nogi, na śpiew ptaka, wschodzące słońce czy ciepłą, aromatyczną kawę, której możemy napić się rano. Mało tego, często mamy poczucie, że nam się to należy i jest przecież oczywiste. A nie jest. Żyjemy w czasach nieporównywalnie dużego dobrobytu w porównaniu do naszych przodków, a jednak często jest w nas dużo goryczy: im więcej posiadamy rzeczy materialnych, doświadczeń, przeżyć tym bardziej się do nich przyzwyczajamy i pragniemy ich jeszcze więcej. Jest to hedonistyczna adaptacja szczęścia i błędne koło, które może nie mieć końca i nie daje poczucia spełnienia. Wdzięczność ma tę moc, że pomaga nam się zatrzymać, rozejrzeć i dostrzec nie te spektakularne, ale małe a jakże cenne rzeczy. Bardzo lubię zdanie: ,”To nie szczęście sprawia, że jesteśmy wdzięczni. To wdzięczność sprawia, że jesteśmy szczęśliwi”.
Na co dzień pracujesz z osobami przeżywającymi żałobę. Często są to młodzi ludzie, którzy mają małe doświadczenie życiowe. Myśl o wdzięczności, gdy umiera człowiek jest jedną z ostatnich jaka się objawia, gdy zalewa nas tęsknota, smutek i żal. Co w tym kontekście możesz powiedzieć o tej emocji? Jakie ma wówczas znaczenie?
Kiedy przechodzimy w życiu trudny okres, taki jak utrata kogoś bliskiego to poczucie żalu straty czy tęsknoty jest czymś zupełnie naturalnym i bardzo ważne jest by dać sobie czas na przeżycie tych emocji. Z czasem jednak możliwe jest, że gorycz i żal zaczną ustępować i wtedy właśnie może pojawić się przestrzeń dla wdzięczności. Za co? Za to co bliska osoba nam ofiarowała, czego nas nauczyła, za to co wniosła do naszego życia, za to, że była, a przecież mogła nigdy się nie pojawić. Coraz częściej może pojawiać się już nie tylko ból, ale jakiś rodzaj ciepła na sercu, kiedy wspominamy wspólne chwile. Wdzięczność ma niezwykłą moc transformacji, która może wyrwać nas z błędnego koła straty, braku i żalu. Mam jednak przekonanie, że wdzięczność w dużym stopniu jest decyzją i wyborem, także w doświadczeniu żałoby. Możemy zatracić w długofalowej goryczy braku zgody na odejście bliskiej osoby, ale możemy także spojrzeć na jej życie jako bezcenny dar, który został nam ofiarowany i poczuć za niego wdzięczność.
Z psycholog Marią Gryziak rozmawiał Marcin Żukowski.