NADZIEJA towarzyszy nam w najważniejszych momentach życia zarówno wówczas, gdy przeżywamy dobre chwile jak i w okresie smutku, choroby, żałoby. Jest zakodowana w człowieku na stałe. Pozwala podejmować działania w skrajnie nieprzychylnych i wymagających sytuacjach. Opiera się na wierze człowieka, że przyszłość może przynieść oczekiwaną i dobrą zmianę. Jest niezwykłą odwagą serca i ufnością w lepsze jutro. Wobec tak fundamentalnego znaczenia NADZIEI rodzą się zasadnicze pytania: jak postrzegają ją psycholodzy? Jakie ma znaczenie w prowadzonej terapii osób w żałobie? Jak ją opisać? Czy może stanowić dla nas jakieś pułapki?
Nadzieja potrafi wzbudzić wielkie dyskusje. Od wieków jest obecna w rozważaniach filozofów, poetów i licznych mądrościach ludowych. Wiele miejsca poświęcają jej także różne religie. Dla chrześcijan stanowi nierozerwalną część triady: wiara – nadzieja – miłość. Jakie znaczenie możesz jej przypisać w Twojej codziennej pracy psychologa?
Nadzieja jest niezwykle ważna w naszym codziennym życiu. Wpisuje się ona w życie każdej osoby i w osobistym rozumieniu doświadczają jej wszyscy ludzie – młodsi, starsi, zdrowi, chorzy, bez względu na wykształcenie, wyznawaną religię, przynależność do wspólnoty, grupy kulturowej czy przekonania. Nadzieja opiera się na wierze człowieka, że przyszłość może przynieść oczekiwaną zmianę, poprawę czy osiągnięcie zakładanego celu, a my dzięki podjętym wysiłkom, naszym działaniom, sprawczości mamy wpływ na zmianę czy polepszenie naszej życiowej sytuacji, rozumianej osobiście, zgodnie z naszymi potrzebami i celami. Myślę, że nadzieja może być jednym z filarów naszego życia, to wiara w siebie, swoje możliwości, w znalezienie w życiu sensu, przede wszystkim w najtrudniejszych wyzwaniach i doświadczeniach, które przynosi nam codzienność. Nadzieja pozwala nam radzić sobie z wyzwaniami, a także umożliwia zachowanie równowagi psychicznej w trudnych momentach życiowych, w obliczu zmagania się z np. z chorobą, cierpieniem, śmiercią np. osób bliskich. Ona pozwala nam ufać, że w przyszłość może dzięki nam samym przynieść pozytywne zmiany w życiu.
Na czym nadzieja opiera się z perspektywy psychologa? Co ją wyróżnia, definiuje?
Nadzieja przede wszystkim opiera się na naszej wierze, że poradzimy sobie z wyzwaniami, zadaniami, a także różnymi sytuacjami, których doświadczamy na naszej życiowej drodze. Potocznie mówimy, że np. ktoś patrzy z nadzieją w przyszłość lub pokłada w czymś lub kimś nadzieję. Myślę, że można ją definiować także jako pewien mechanizm, który daje nam siłę i napęd do działania, podejmowania wysiłku, a także, który uczy nas wytrwałości i cierpliwości. Nadzieja jest niezwykle ważna w zachowaniu równowagi psychicznej, dobrostanu czy kształtowaniu samooceny.
Po co człowiekowi takie uczucie? Jaką rolę (funkcję) odgrywa w naszym rozwoju oraz codzienny życiu?
Václav Havel powiedział kiedyś: „Nadzieja to nie jest przekonanie, że coś się dobrze skończy, lecz pewność, że coś ma sens bez względu na to, jaki będzie tego ostateczny rezultat” – myślę, że to jest doskonała odpowiedź. Kluczowe wydaje mi się to, iż czujemy, że nasze wysiłki, wyznaczane w życiu cele mają po prostu sens. Ufamy przecież, że wszystko co robimy, czego się podejmujemy, z czymś się w życiu mierzymy jest „po coś”, chcemy osiągnąć swoje cele, być szczęśliwi i spełnieni.
Jaką rolę – jako psycholog – przypisujesz nadziei w budowaniu i utrzymywaniu relacji międzyludzkich?
Wydaje mi się, że nadzieja jest bardzo ważna w kształtowaniu relacji międzyludzkich, w budowaniu i podtrzymywaniu więzi. Każdy z nas jest przecież istotą społeczną, chce być kochany, spełniony w swojej życiowej roli i szczęśliwy. Żyjemy w społeczności, grupach ludzi, mamy różne relacje i kontakty z innymi ludźmi i w tym aspekcie nadzieja jawi się jako ufność w to, że jesteśmy akceptowani tacy jacy jesteśmy, że nasze zdanie, poglądy, przekonania będą szanowane i przyjmowane. Ufamy, że uda nam się zbudować w życiu szczęśliwe, dobre relacje, a często także wierzymy, że będzie obok nas ta jedyna osoba z którą połączy nas miłość i która pokocha nas dokładnie takimi jacy jesteśmy. W obliczu różnych życiowych trudności nadzieja pozwala nam także wierzyć, że wsparcie otrzymamy od innych osób, że one nas nie opuszczą, nie pozostawią samotnych czy cierpiących. Wierzymy przecież w moc relacji międzyludzkich, opartych na szczerości, akceptacji i wzajemnej pomocy.
Czy przypisywałabyś jakąś rolę nadziei w zachowywaniu zdrowia psychicznego i fizycznego?
Nadzieja jest jednym z kluczowych czynników, które wpływają na dobrostan i utrzymanie równowagi psychicznej. Mówi się, że jest ona fundamentem zdrowia psychicznego i wiary w siebie, swoje możliwości, talenty, zasoby, własną sprawczość i zdolność wpływu na swoje życie. W obliczu zmagania się z chorobą i cierpieniem nadzieja odgrywa bardzo ważną rolę ponieważ podtrzymuje siły do działania, umożliwia aktywne radzenie sobie z trudnościami, pozwala na pogodzenie się z chorobą. Osoby chore, które mają wysoki poziom nadziei skuteczniej radzą sobie np. z chorobami poprzez aktywną akceptację, utrzymywanie, w ich sytuacji zdrowotnej normalnego życia, pracy, relacji. W momencie gdy tracimy nadzieję jesteśmy bezsilni, bezradni, zniechęceni. Brak nadziei jest najczęściej równoznaczny z poddaniem się, rezygnacją, brakiem chęci do jakichkolwiek działań i aktywności.
Chciałbym poruszyć temat nadziei wbrew nadziei tzn. sytuacji, gdy ktoś postępuje irracjonalnie, odmawia przyjęcia przykrych dla niego lub jego bliskich faktów bądź rokowań zdrowotnych. Jak wówczas pracuje psycholog, gdy próbuje pomóc takiej osobie? Czy wciąż samo podsycana u klienta nadzieja nie stanowi przeszkody w terapii?
Myślę, że warto tu podkreślić, że nadzieja nie jest myśleniem życzeniowym, oczekiwaniem na spełnienie się wszystkich naszych planów, marzeń, założeń. Nie chodzi o bycie zamkniętym na obiektywne fakty, czy o tzw. „liczenie na cud”. Nadzieja raczej rodzi się na gruncie pełnej świadomości sytuacji, a często także trudnych i niesprzyjających okoliczności. Każdy z nas w sytuacji choroby, cierpienia, trudnych informacji stosuje tzw. mechanizmy obronne, które pozwalają mu w tej sytuacji przetrwać i sobie z nią według własnych zasobów próbować poradzić. Te mechanizmy są bardzo ważne i potrzebne dla naszego zdrowia i równowagi psychicznej, chronią nas i pozwalają nam zmniejszyć napięcie emocjonalne. Pomagają jednak krótkoterminowo w próbie poradzenia sobie z trudnymi doświadczeniami czy faktami, w dłuższej perspektywie mogą zniekształcać rzeczywistość i mogą stać się problematyczne, gdy są nadmiernie wykorzystywane lub stają się dominującym sposobem radzenia sobie z trudnościami. Długotrwałe poleganie na tych mechanizmach może prowadzić do izolacji, ograniczenia w relacjach interpersonalnych oraz braku zdolności do skutecznego radzenia sobie z życiowymi wyzwaniami i różnymi, nierzadko trudnymi doświadczeniami. Ważne jest jednak, aby w sytuacji o którą pytasz np. odmawiania leczenia, irracjonalnego postępowania dotrzeć do pacjenta poprzez rozmowę, przyjęcie jego perspektywy, otwarcie na jego doświadczenia, a przede wszystkim wysłuchania i zrozumienia go. Można próbować wspólnie zastanowić się nad problemem, starać się zdefiniować i ująć go inaczej, naprowadzić pacjenta na spojrzenie np. na chorobę w innej perspektywie, inaczej ocenić emocjonalnie to trudne doświadczenie. Osoba chora wówczas np. może dokonywać porównań swojej sytuacji lub szukać jej dobrych stron, mierzyć się z rzeczywistością, nazywać ją, próbować ją redefiniować. Efektem nie jest oczywiście zanik choroby, czy polepszenie zdrowia, ale np. złagodzenie napięcia emocjonalnego, jakie to wydarzenie np. choroba ze sobą niesie. Bywa wówczas, iż osoba chora stawia czoła realiom choroby, stara się zachować nadzieję i pozytywnie przewartościować to, co się dzieje.
Wiele osób mówi także o swojej nadziei na dobrą, łagodną śmierć, na spotkanie z Bogiem, wiecznością. Osoby umierające chcą ostatnie swoje chwile być z najbliższymi, umierając w otoczeniu osób bliskich. Ufają, że gdy odejdą będą obecni w swoich dzieciach, wnukach, wspomnieniach osób bliskich.
Czy otwartość na nadzieję na lepsze jutro, na życie bez cierpienia psychicznego, wywołanego żalem i tęsknotą jest warunkiem koniecznym skutecznej terapii?
Nadzieja nie pozwala nam się zatrzymać, nie zamyka się, nie zaprzecza, pozwala nam wybrać jutro – gdy dziś jeszcze bardzo boli. Jest ona odwagą serca, aktem wiary, ale także najpiękniejszą towarzyszką życia. To ona podtrzymuje nas gdy upadamy, dźwiga ku górze. Daje nam energię do wytrwania, gdy mamy wrażenie, że wszystko dzieje się przeciwko nam. Daje nam także perspektywę, że nasze cierpienie, problemy, upadki, trudności możemy rozwiązać, a dzięki naszym wysiłkom i wsparciu bliskich wierzymy w lepszą przyszłość czy przetrwanie tych najtrudniejszych chwil. W obliczu tzw. życiowych zakrętów, w chorobie, cierpieniu, śmierci kogoś bliskiego nadzieja pozwala nam wierzyć, że jesteśmy w stanie odnaleźć sens tego trudnego wydarzenia. Brak nadziei niesie pustkę i wszechogarniającą otchłań.
My towarzyszymy naszym pacjentom w procesie żałoby, pomagamy im zrozumieć emocje, uznać stratę i przystosować się do życia bez osoby zmarłej, ale to oni podejmują działania, są aktywni w tym, aby zaakceptować stratę, przystosować się do nowej sytuacji. Uczą się żyć po śmierci ukochanej osoby i nadają swoje znaczenie temu wydarzeniu.
Na co dzień pracujesz z osobami przeżywającymi żałobę. Często są to młodzi ludzie, którzy mają małe doświadczenie życiowe. Myśl o nadziei, gdy umiera człowiek jest jedną z ostatnich jaka się objawia, gdy żywe są tęsknota, smutek, złość i żal. Co w tym kontekście możesz powiedzieć o tej emocji? Jakie ma wówczas znaczenie?
Rodzaj wsparcia zawsze trzeba dostosować do sytuacji i potrzeb danej osoby. Długość procesu żałoby jest różna u rożnych osób. Potrzeba pozwolić, by proces opłakiwania „dział się“ w swoim tempie, nie można go przyśpieszyć, narzucić komuś jak ma przeżywać żałobę. Nie ma uniwersalnego sposobu radzenia sobie z żałobą, ani doświadczania jej etapami. Moją rolą jest przede wszystkim uważne, empatyczne i niezwykle delikatne towarzyszenie w tym procesie, z uważnością na potrzeby i zasoby osoby przeżywającej śmierć kogoś dla niej ważnego. Staramy się wspólnie rozszerzać perspektywę, rozmawiamy dużo o emocjach, o tym co czuje np. nastolatek, jak sobie radzi z tą nową sytuacją życiową. Dzieci często odnoszą się w naszej wspólnej pracy do tego, iż wierzą, że zmarła im bliska osoba np. rodzic, babcia, dziadek, rodzeństwo patrzą na nich z „góry”, opiekują się nimi, prowadzą ich. To bardzo ważne, aby we właściwy dla siebie, swoich możliwości poznawczych i zasobów sposób każdy człowiek, niezależnie od wieku potrafił sobie poradzić z tą stratą, przepracował ją i włączył to doświadczenie w swoją linię życia. Kluczowe wydaje się jest zrozumienie takiego zdania, że jeśli chcesz „wyzdrowieć” z żałoby, musisz przez nią przejść, nie możesz pójść dookoła lub „na skróty”. Nasi młodzi pacjenci często mówią, że bardzo by chcieli cofnąć czas, przywrócić życie zmarłym, chociaż przez chwilę z nimi jeszcze pobyć, porozmawiać, dostać od nich jakieś rady, wskazówki na dalsze życie. W trakcie naszej wspólnej pracy, przyglądania się swoim emocjom, smutkowi, żalowi, stracie, często także złości i gniewowi, nazywaniu tęsknoty, wspominaniu bliskiej zmarłej osoby udaje nam się zaopiekować te emocje, wypełnić tę pustkę, aby przestała tak dotkliwie boleć. Nadzieja, a czasami wiele maleńkich, pojedynczych „nadziejek” pozwala małymi krokami, na nowo odnajdywać się, włączać się w codzienność bez zmarłego, ucząc się życia bez niego.
Z Sylwią Grzybek rozmawiał Marcin Żukowski.